Posted by: starywiarus on: 2007-12-19
Mam tutaj w Australii kumpla Polaka, około pięćdziesiątki, który ślub ze swoją kanadyjską żoną wziął 20 lat temu w Ugandzie, bo akurat tak się złożyło, że oboje wtedy pracowali dla ONZ w Afryce. Mieszkają w Sydney. Teraz polski konsulat się upiera, że jak on chce polski paszport – bo do australijskiego mu nie dadzą polskiej wizy – to ma im oddać oryginalną, bezcenną i nie do odtworzenia żadnym kosztem, ugandyjską metrykę ślubu (kopie nie wchodzą w grę), żeby USC w Warszawie sobie ten ugandyjski dokument zatrzymał, a w zamian wydał mu polski.
O co tu chodzi? Dlaczego on kategorycznie ma mieć metrykę ślubu wydaną przez państwo trzecie (znaczy Polskę), w którym ani nie mieszka, ani z jego obywatelką nie jest żonaty, ani to państwo nic nie miało wspólnego z zawarciem jego związku małżenskiego w Afryce?
Jak mój kumpel zrobi tak, jak konsulat chce, to z kolei do końca życia się nie wytłumaczy przy okazji np. spraw spadkowych lub rozwodu w Australii, dlaczego ma metrykę ślubu wystawioną przez władze innego kraju niz ten, w którym zawarł związek małzenski.
Czy ktoś ma jakieś choćby na pół-racjonalne wyjaśnienie? Bo kumpel jest tak zbrzydzony, że chyba mu się w ogóle wyjazdu do Polski tego lata odechce.
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=3978010&a=3978010