III Zjazd Polonii i Polaków z zagranicy

Znaczne koszty automatycznie zawęziły listę kandydatów z Australii

Nie chcę zanudzać czytelników tematami regulaminów i procedur Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej (RN). Ci, których to interesuje, zazwyczaj testują to na własnej skórze po prostu działając w organizacji. Ponadto nie jestem rzecznikiem RN, więc moje zdanie jest li-tylko prywatną opinią. Odpowiem więc w dużym skrócie.

Re: dobór kandydatów na Zjazd
Delegatów na III Zjazd Polonii wyłoniono w następujący sposób.
Organizator (Rada Polonii Świata + Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”) poinformował RN, że Polonii australijskiej przyznano 8 miejsc. Dodatkowo lokalni prominenci, przedstawiciele mediów polonijnych w Australii itp. mogli byli ubiegać się – niezależnie – o akredytację, z czego (według moich informacji) nie skorzystał nikt. Tzn. niejaki Marian Kałuski próbował – wykorzystując do lobbyingu witrynę PAP Polonia dla Polonii – niemalże wymusić na organizatorach zaproszenie (najlepiej takie z refundacją kosztów), ale z czymś chyba im podpadł (powtórka sytuacji z Wirtualną Polonią?), bo „Wspólnota Polska” usunęła ze swej witryny wszystkie „produkty” Kałuskiego i odesłała go do Canossy, czyli RN. I tu się sprawa rypła, bo popiół i włosiennica za dużo kosztują…

RN rozesłała wici do swych członków (przypominam raz jeszcze, że członkami RN są ORGANIZACJE a nie osoby). Chętni na przelot do Polski musieli sami opłacić sobie wszelkie koszty, a nie są one małe – sam bilet kosztuje ok. $2500. Polonie z Ameryki Północnej i Europy Zachodniej są pod tym względem uprzywilejowane – płaca tylko po paręset dolarów za transport. Znaczne koszty automatycznie zawęziły listę kandydatów z Australii do tych, którzy udział w Zjeździe mogli połączyć z innymi swymi sprawami w Europie, choć np. prezes.RN, Andrzej Alwast był poza Australią tylko 2 tygodnie, a więc praktycznie mówiąc pojechał wyłącznie na zjazd. Początkowo kandydatów było 3-5. Wiceprezes RN Ita Szymańska musiała być na tym zjeździe, gdyż wcześniej obiecała organizatorom w Polsce, że będzie przewodniczącą i moderatorem jednego z tematów wiodących Zjazdu. Ponieważ już wcześniej „zaklepałem” wizytę rodzinną w tym czasie w Polsce, więc obiecałem ją wspomóc. Tym bardziej, że mogłem zarazem reprezentować radio 3ZZZ i Tygodnik Polski. Do połowy sierpnia udało się wypełnić te 8 miejsc – moim zdaniem zupełnie udatnie, bo byli reprezentanci z głównych skupisk Polonii w Australii.

Po przylocie zauważyliśmy, że do ekipy RN z Australii organizatorzy „dodali” (bez wiedzy czy zgody RN) Aleksandra Oczaka z Sydney. Najpewniej z innej puli, gdyż pan Oczak większość czasu podczas Zjazdu spędzał z reprezentantami USOPAŁ-u (Latyno-Ameryka). Z prominentem USOPAŁ-u w RP, Zbigniewem Sulatyckim, rozmawiałem parę razy na temat integracji Polonii w Australii. Twierdził, że zna Adama Gajkowskiego i Oczaka. Z Oczakiem rozmawiałem prywatnie przez ponad godzinę. Odniosłem wrażenie, że wirtualne animozje pomiędzy nami przeobraziły się w głębsze, realne, zasadnicze różnice zdań.

Re: statut RN itp.
Statut ten może naruszyć/złamać tylko organizacja należąca do RN, a nie osoba prywatna, stąd Pana supozycja względem Aleksandra Gancarza jest nielogiczna i nietrafna. To, co członkowie prezydium RN robią w innych, niezrzeszonych w RN organizacjach, ma dla RN marginalne znaczenie. Hipotetycznie mówiąc – nie można nakazać członkowi, by wypisał się ze stowarzyszenia byłych kominiarzy, bo przynosi za dużo sadzy na zebrania, czy członkini, aby zaprzestała śpiewania kolęd na deptakach, bądź gimnastyki na strażackiej kolumnie zjazdowej.

W dzisiejszych czasach ludzie są zazwyczaj członkami wielu ciał/organizacji i nie można ich ostracyzować tylko za to, że są oni jednocześnie członkami innych organizacji. Wystarcza, że: stosują się do statutu, przestrzegają linii demarkacyjnych, mają pewną kurtuazję w relacjach grupowych i minimalny tzw. poziom. Jeśli ktoś potrafi udatnie przybierać różne kapelusze, bez szkody dla nikogo, to nie można chyba tego piętnować.

I tak, wśród zorganizowanej Polonii australijskiej o zasadniczo tradycyjnej proweniencji zdarzają się również np. masoni, sekciarze, antyklerykałowie itp., o czym najcześciej dowiadujemy się dopiero z nekrologów. Tym niemniej, z mego dotychczasowego doświadczenia wynika, że największe szkody (w tym i finansowe) wyrządzają zorganizowanej Polonii złotouści cwaniacy, megalomani, mitomani, wszelkiej maści oszołomy, malwersanci i intryganci. Co ciekawe, wielu z nich uważało się (bo obecnie dosłownie zapadli się pod ziemię) za wzorowych/etycznych chrześcijan.

Nasi poprzednicy, którzy kładli podwaliny pod do dzisiaj istniejące struktury byli w troszkę lepszej sytuacji, bo znacznie lepiej wzajemnie się znali (wspólne okopy/namioty, wspólne przesiedlenia, wspólne przedsięwzięcia itp.). Tamta generacja odchodzi w zaświaty, zaś ta mniej liczna, która obecnie kontynuuje ich dzieło, zazwyczaj poznaje się dopiero w trakcie dorywczej pracy społecznej. Czasami jest to za mało, aby szybko pozbyć się potencjalnego zagrożenia.

Re: Mel. Pol. (cz. I)

Przyłącz się do dyskusji i dodaj Swój własny komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s